Boczne ścieżki kariery

Co pewien czas dowiaduję się o „przekrętach” finansowych w środowisku polityków. Nie jest to może nagminne i nie uprawnia do uogólnień, lecz niepokojąco częste. Co takiego dzieje się w tym środowisku, że co poniektórzy mają problemy z deklaracją majątkową, próbują zarobić na szwindlu z delegacjami albo angażują się w szemrane interesy wykorzystując swój społeczny mandat? Niekiedy dostają nawet nagrody za sam fakt bycia we właściwym miejscu i mówienie tego, czego się od nich oczekuje.
Mam wrażenie, że zjawisko wiąże się z przemianami społecznymi, które miały miejsce w Polsce i przewartościowanie priorytetów.

W Polsce Ludowej celem nadrzędnym był specyficznie rozumiany awans społeczny. Wynosił obywatela ponad przeciętność, dawał władzę lub jej pozory, i ułatwiał życie. Był też aspekt finansowy, lecz nie był on celem samym w sobie. Społeczeństwo było ubogie a różnice znacznie mniejsze niż obecnie. Symbolem bogactwa był samochód, domek typu „klocek” i urlop na Krymie.
Wspomniany awans społeczny można było osiągnąć na różne sposoby.
Zdobycie właściwej wiedzy i umiejętności pozwalało na karierę naukową. Talent, wykształcenie i koneksje umożliwiały zostanie celebrytą w świecie literatury i sztuki. Działalność w partii i stronnictwach politycznych umożliwiało zdobywanie kolejnych szczebli władzy, a w szczególnie korzystnym układzie (właściwe znajomości, przynależność, itp.) czynne zajmowanie się polityką.
Były oczywiście „boczne ścieżki awansu społecznego”. Różne akceptowane przez władze organizacje wyższej użyteczności publicznej gdzie pełniona funkcja dawała wysoki status. Taką organizacją były, między innymi, ówczesne związki zawodowe, które mogły wynieść zakładowego działacza na wyżyny samego CRZZ-u.
Celem była władza.
Korupcja ekonomiczna zdarzała się najczęściej w świecie ówczesnego biznesu. Klasa polityczna, hermetyczna, i związana z władzą, rzadko była o nią posądzana.
Czasy się zmieniły a wraz nimi „fetysze” społeczne. Obecnie celem, do którego zmierzamy jest majątek a nawet bogactwo. Można je także, jak kiedyś, osiągnąć na wiele sposobów, lecz każdy z nich jest trudny jak dawniej. Dlatego ludzi bogatych jest dramatycznie mniej niż biednych.
Możemy próbować zrobić „złoty” interes w świecie biznesu. Potrzeba do tego pieniędzy, których najczęściej brak, i dobrego pomysłu, co zdarza się rzadko, a po za tym łatwo wejść w konflikt z prawem.
Możemy dorabiać się w świecie nauki sztuki czy literatury, lecz tu jest jeszcze trudniej, musimy dysponować talentem popartym wiedzą i jeszcze mieć coś tak ulotnego jak szczęście.
Lecz, od czego są boczne drogi?
Okazuje się, że może być to polityka. Polityk to nie zawód, chociaż wielu tak uważa. Polityk nie potrzebuje jakiejś szczególnej udokumentowanej wiedzy. Wystarczy „zmysł polityczny”
Politykę się uprawia. Politycy posiadają zawody, chociaż ich nie wykonują. Na przykład w II RP Generał Felicjan Sławoj Składkowski (Premier II RP) z zawodu był lekarzem ginekologii a Generał Wieniawa-Długoszowski (dyplomata, adiutant Józefa Piłsudskiego) był lekarzem okulistą a także studiował sztuki piękne.
PRL-owscy politycy też posiadali różne zawody, w Biurze Politycznym KC PZPR byli profesorowie i robotnicy. Wszyscy oni z lepszym lub gorszym skutkiem, uprawiali politykę. W tamtych czasach politykowi przyświecała jakaś idea, którą realizował. Często narkotyk władzy był siłą napędową. Dla wielu, polityka nie była jedynie źródłem utrzymania, lecz pasją życia, możliwością samorealizacji, potrzebą działania społecznego a głównie możliwością sprawowania upragnionej władzy,.
Obecnie z polityki można nieźle żyć. Na początek należy przejść z etapu polityka aspirującego do fazy polityka zarabiającego. Politycy aspirujący to tacy, którzy do polityki dopłacają, lecz mają nadzieję. Zarabiający to ci, którzy zdobyli miejsca w sejmie senacie lub dzięki uprawianiu polityki zbudowali partię, która im płaci, są przy „korycie”. Można też dzięki uprawianiu polityki uzyskiwać dochody przez lobbowanie czy udział w innych płatnych przedsięwzięciach (stanowiska radach nadzorczych itp.). Należy pamiętać, że zarobione tak pieniądze to znacznie więcej niż krajowa średnia za wykonywanie posiadanego zawodu.
Jeżeli takiemu politykowi zdobywanie majątku przysłoni inne cele politykowania, a sumienie ma niewrażliwe i elastyczny kręgosłup, będzie gonił za szmalem z partii do partii, od stanowiska do stanowiska, a czasem bez problemu złamie prawo.
Będzie podążał boczną ścieżką kariery.

Cezary Żurawski
PPS

Tekst publikowany w Dziennik Trybuna Nr 71-71 (1265-1266) 12 kwietnia

Autor

naszpps-admin

Były konstruktor w zakładach przemysłu obronnego, Pracownik Biura prasowego OPZZ, członek Polskiej Partii Socjalistycznej, obecnie emeryt.